Forum Diabetica
Forum diabetyków i rodziców dzieci chorych na cukrzycę

Zapytaj psychologa - Przedszkole

Misioza - Sro 23 Cze, 2004
Temat postu: Przedszkole
Jak tylko zaczęłyśmy chodzić do przedszkola, Pani psycholog pewnego dnia podeszła do nas i rozpoczęla prelekcję na temat dziecka specjalnej troski,jego wychowywaniu,bycia w centrum uwagi itd,itp. Ciśnienie mi rosło,jak sluchalam tego wywodu...A wynikało z tego,ze mogą być problemy z adaptacją córki w przedszkolu ze względu na cukrzycę...Jak do tej pory,to nie my stwarzałysmy problemy...Podawanie insuliny pokryjomu,robienie poziomów na boku,żeby dzieci nie widziały...Obiad małej przestawiłam o 30 min.wczesniej zeby mogła jesc z dziećmi,robiłam takie zupy jak w przedszkolu(woziłam zupe swoją),ale często zupa byla o wiele wcześniej, na co juz nie moglam się zgodzić ze względu na insulinę,nigdy w kuchni nie zagrzano zupy na czas i w sytuacji niskiego poziomu musiałm zapychać dziecko ciastkami...No tak...po co mi to było???A po to,żeby moje dziecko moglo normalnie funkcjonowac...I wierzcie mi,to nie dzieci stwarzaja problemy tylko dorosli.One,choć na początku dla nich to sensacja zobaczyc glukometr i krew na paluszku swojej koleżanki,wspaniale radzą sobie z taka sytuacją. A dorośli...cóz...nie skomentuję tego...:(
Często mala choruje,więc w przedszkolu bywamy rzadko.Zobaczymy co będzie we wrześniu...
Dlaczego psycholog,ktory powinien dodać mi otuchy i wesprzeć,a przede wszystkim porozmawiać i zapoznać się z problemem od razu wyciąga takie wnioski?
Z góry przesądza,ze moje dziecko będzie wykorzystywać swoją chorobę przeciwko mnie????????????????Czy to w porzadku????????A na domiar złego mówi to w obecności dziecka...

boo - Sro 23 Cze, 2004

Tej pani psycholog chyba potrzebny jest lekarz :roll:
Monika - Czw 24 Cze, 2004

Panią psycholog do psychiatry!!!!!!!
monia - Czw 24 Cze, 2004

Im więcej czytam postów na temat przedszkoli, tym bardziej jestem przekonana, żeby Damianek został w domu i dopiero wyślę Go do zerówki. No nie mogę sobie tego wyobrazić że psycholog takie rzeczy mówi...radziłabym tej kobiecie szybko zawód zmienić...
Misioza - Czw 24 Cze, 2004

Tak było naprawde...
monia - Czw 24 Cze, 2004

No wyobrażam sobie że tak było...tylko nie mieści mi się to w głowie jak człowiek z takim podejściem może pracować jako psycholog...
boo - Czw 24 Cze, 2004

Monia jeśli tylko możesz zapisz małego do przedszkola, to nie jest dobry pomysł, żeby siedział w domu. Dzieci praktycznie poznają siebie, swoje zachowania, wady i zalety juz od lat przedszkolnych. Przebywając ze sobą kilka godzin dziennie (od małego), już dobrze wiedzą kto jaką pozycję zajmuje w "przedszkolnej hierarchii", kogo na co stać i na ile można sobie względem niego pozwolic. Może się mylę, ale wydaje mi sie, że dziecko, które dołączy do grupy dopiero w zerówce może mieć problemy (przynajmniej na poczatku) z dostosowaniem się do reszty. Może, ale wcale nie musi tak być. :smile:
monia - Czw 24 Cze, 2004

Boo strasznie mocno się nad tym zastanawiam...ja byłam dzieckiem które poszło dopiero do zerówki, ale wolałabym aby Damianek miał kontakt z rówieśnikami...tym bardziej że między moimi dziećmi jest niewielka różnica wieku i razem chodzili by do przedszkola. Tylko z drugiej strony ten strach o naszego "cukiereczka", że coś może być nie tak. W przedszkolu łatwiej złapać jakieś infekcje, poza tym Damianek nie bardzo jest chętny do siusiania na nocniczek...Do września jest jeszcze troche czasu, muszę jeszcze pogłówkować nad tym..:)
mart - Czw 24 Cze, 2004

A ja ostatnio zalapuje lekko "anarchistyczne" poglady....
Moze nie tyle anarchistyczne, co troszke aspoleczne :)
i niekoniecznie przystosowanie od najmlodszego do zycia w grupie jest najlepszym wyjsciem.....
i moze tu dochodzimy do pytania do psychologa ;-)
Czy nie lepiej, zeby dziecko jednak bylo wychowywane w rodzinie i przez rodzine, a nie przez grupe w przedszkolu...
moze wtedy latwiej mu bedzie myslec swobodnie i niezaleznie od reszty....
Moze wtedy nie bedzie dla niego najwazniejsza akceptacja przez grupe tylko wiara w siebie, akceptacja przez siebie i przez najblizszych, tylko wiernosc swoim pogladom.
ciekaw jestem, co o tym myslicie :)
pozdrawiam lekko anarchistycznie
Mart

Misioza - Pią 25 Cze, 2004

Mart:-)

....

nie...nie zgadzam się...Zobaczysz,jak w pewnym momencie synek cie zaskoczy...I spostrzegniesz,ze potrzebuje akceptacji dzieci...W rodzinie ma zawsze wsparcie,ale wsród rówieśników jest inaczej:) Obserwowałam moją córke w przedszkolu,obserwuje na podwórku...widze jak funkcjonuje...Jakbys słyszał jej wyklad o cukrzycy...Mart...naprawdę nasze pociechy są swiadome swej cukrzycy...Nie możemy ich ograniczać jedynie do rodziny,potem wyrosną,pójdą do ludzi i ... nie poradzą sobie...A my nie mozemy ich ograniczać i nie mozemy odbierać szansy innym "uczenia się cukrzycy"(mam na myśli zdrowych).Wyjdź z synkiem na podwórko...i przy dzieciach zrób poziom.Zobaczysz...

boo - Pią 25 Cze, 2004

Mart myślę jednak, że jeśli dziecko nie nauczy się współpracy w grupie od najmłodszych lat, to później będzie mu ciężko. Moje dzieci chodziły do przedszkola, chociaż ja w tym czasie nie pracowałam. Nieistotne jest to, że córka w wieku przedszkolnym była jeszcze zdrowa, dzieci w grupie są bardziej samodzielne, potrafią wyrazić swoje zdanie i ogólnie są zupełnie inne niż "przy mamie", a bycie samodzielnym mając cukrzycę jest bardzo ważnym elementem życia małych "cukierków".
mart - Pią 25 Cze, 2004

Cieszę się z Waszego odzewu ;-)
Jedną rzecz chciałbym tylko sprostować - nie pisałem o izolacji od innych dzieci - Dominik pięknie potrafi się bawić z innymi, wręcz potrafi tę zabawę poprowadzić....
I mierzyliśmy mu cukier przy innych dzieciach - z tym wcale się nie chowamy...
Pisałem o dużej grupie przedszkolnej... w której dziecko nieakceptowane czuje się nieszczęśliwe... w której dziecko wręcz uczy się konieczności przynależności do grupy... czasami za cenę rezygnacji z własnej odrębności...
W której inność nie jest pochwalana...
I przeciwstawiam to rodzinie, w której dziecko mimo specyficznych dla niego zachowań czuje się bezpieczne i akceptowane...

Misioza - Pią 25 Cze, 2004

Mart..Z ta odrębnością to nie jest prosta sprawa:D Tez to przerobiłam i chyba będe przerabiać:) Otóz w przedszkolu jak Pani mówi,żeby dzieci usiadły to moja Martynka stoi i odwrotnie:D Nie chce ćwiczyć na gimnastyce.O wszystkim chce decydować sama:D To jest dobre i nie...To sa przykłady,o których wiem:)Ale nie siedze w sali.Zresztą to rola wychowaczyni,zeby przekonać ją do wspólnej zabawy.Generalnie bierze udział w zajęciach i uwilebia prace manualne wszelkiego typu. Nie łatwo ją przekonać,wierz mi.Trzeba użyć mocnych argumentów.Ona nie da się zbyć byle jaką odpowiedzią:)Wiem,że bardzo lubi przedszkole,ale ze wzgledu na częste infekcje nie chodzimy.Do tego w przedszkolu już od dłuższego czasu panuje chlamydia.Dlatego wstrzymujemy się z pójściem. Zobaczymy co będzie jesienia:D Acha:jesli chodzi o moja obecnośc...to ona wie,ze ja jestem tylo od poziomów i od insuliny.Od reszty jest Pani.Na początku było cięzko wgyźć sie jej w zasady grupy przedszkolnej,ale to była kwestia tygodnia i moich tłumaczeń.Potem juz zrozumiała jakie zasady są w przedszkolu:-)
czarownica - Pią 25 Cze, 2004

Czasem na nasze poglądy np. na temat tego czy przedszkole to dobry wybór dla naszego dziecka (?) wpływają osobiste doświadczenia. Jeśli ktoś czuł się nieakceptowany przez grupę, miał trudności w kontaktach rówiesniczych (z różnych powodów) to może się zdarzyć, że będzie sądził, że równie dla jego dziecka może okazać sie to trudne (co za zawiłe zdanie ...upsss...) Kontakt z rówieśnikami jest potrzebny i nie zabija w dziecku indywidualizmu. Moim zdaniem to właśnie tam można ten indywidualizm rozwijać i tego, że ludzie, pomimo różnic, moga tworzyć coś pozytywnego, być ze sobą i dobrze się bawic :) Warto dać małemu szanse odnalezienia się także w takiej sytuacji.
Pozdrawiam.

mart - Pią 25 Cze, 2004

czarownica...
Nie, nie o to chodzi, ze przedszkole bedzie trudne, ani o strach przed nieakceptacją...
Może się to bierze z mojego obecnego corac głębszego rozczarowania społeczeństwem jako wzorcem i nauczycielem.....
I może naciskiem na konieczność akceptacji przez społeczeństwo...
A bo powoli zaczynamy cierpieć na brak autorytetów...
i jakoś dziwnie mi się to wiąże z tendencją do ubijania inywidualności i promowaniem przeciętności.... :roll:
Ale to temat trochę głębszy niż rola przedszkola.... :wink:

Misioza - Pią 25 Cze, 2004

Tak,to temat głębszy i trudniejszy ...A tak apropo sugestii czarownicy:) Macie jakieś przykre doświadczenia zwiazane z przedszkolem ?Mówię tu o własnych:)Ja pamiętam,jak jedna Pani wychowawczyni zabrała mnie i chyba jeszce z trójkę innych dzieci(mialam 5 lat) na straszny strych...Do dzis go pamiętam...I wskazała na miejsce,z którego miał wyjśc smok...Zapytacie co przeskrobałam???nic...naprawdę nic...Ona była niezrównoważona...Potem zwolniono ją...Ale ja...cóż...do dziś to pamietam:(
Nie mam jednak uprzedzeń,jedynie obawy podobne jak Mart...Ale nie rezygnuję...

mart - Pon 28 Cze, 2004

I żeby rozwiać wszelkie wątpliwości - naprawde, nie mam złych wspomnień z przedszkola...
Misioza - Pon 28 Cze, 2004

Ja mam ich trochę...ale nie rezygnuję z edukacji przedszkolnej córki:-) Zresztą,dziesiejszych przedszkoli nie ma co porównywac do ówczesnych...
Misioza - Wto 29 Cze, 2004

Mam pytanie:Jak powinien się zachowywać psycholog przedszkolny w sytuacji takiej jak np moja? Jakiej rozmowy od niego oczekiwać? Raz na korytarzu zdarzyałm zamienic kilka słow,ale w trakcie rozmowy Pani odwróciła się i podeszła do kogoś,kto akurat wszedł do przedszkola...Nie powiem,jak się poczułam...Czy mogę zwrócić uwagę Pani psycholog,żeby nie traktowałą nas wyjątkowo ani nie podkreślała,ze moje dziecko jest specjalnej troski???Mam na to ogromną ochotę.Póki i tak nie chodzimy do przedszkola,ale od września mamy zamiar.Chciałabym wyjaśnić raz na zawsze z Panią kilka kwestii.Jak to rozegrać dyplomatycznie?
boo - Wto 29 Cze, 2004

Moje wspomnienia z przedszkola? Hehe - są różne - byłam raczej zdyscyplinowanym przedszkolakiem, ale pamietam jak pewnego razu na spacerze zerwałam gdzieś z klombu kwiatki, których pani kategorycznie zabroniła ruszać. Hmmm za karę potem, nie brałam udziału w zabawie :D Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale wtedy było to dla mnie straszne :D
Biała - Pią 23 Lip, 2004

A ja nie chodziłam do przedszkola, zaczęłam od zerówki 8)
Dobrze, ze wtedy cukrzycy nie miałam... oj dobrze :P
A ta psycholog to <cenzura> :twisted:

Asia - Nie 25 Lip, 2004

Jeżeli chodzi o kontakt z dziećmi w grupie to jestem jak najbardziej za, ale czy koniecznie musi to być 8 czy 9h dziennie. Moja córa chodziła do przedszkola na 5h 4 razy w tygodniu. Myślę że faktycznie dłuższe przebywanie w grupie i mimo wszystko podporządkowywanie się ogólym zasadom zabija indywidualizm i jest jednak męczące dla takiego malucha. Poza tym miałyśmy więcej czasu dla siebie no bo kiedy jak nie teraz a czas tak szybko mija. Wiadomo że nie każdy może sobie na to pozwolić, ale ja wierzę że dla dziecka tak jest optymalnie.
Mia - Nie 25 Lip, 2004

Asia napisał/a:
Myślę że faktycznie dłuższe przebywanie w grupie i mimo wszystko podporządkowywanie się ogólym zasadom zabija indywidualizm i jest jednak męczące dla takiego malucha.


Pozwole sobie nie zgodzic sie z tym stwierdzeniem. Takie przebywanie w przedszkolu i podporzadkowanie sie pewnym zasadom nie zabija indywidualizmu, tylko uczy wspolzycia w grupie, co potem przyda sie w doroslym zyciu. Poza tym nawet najbardziej kochajaca matka nie jest w stanie wymyslic tylu zajec i zabaw, co panie specjalnie do tego przygotowane (chyba ze w naszym przedszkolu byly wyjatkowe panie).
Moje dziecko akurat potrzebowalo przedszkola, bo raz, ze nie ma rowiesnikow ani w rodzinie, ani wsrod moich znajomych, a dwa, ze nabralo smialosci i samodzielnosci. I zawsze z checia chodzilo do przedszkola.

Misioza - Nie 25 Lip, 2004

Moja też chętnie chodzi do przedszkola:-)Ale z tym podporządkowaniem to jest naprawdę różnie:D
boo - Wto 27 Lip, 2004

Asiu nie każdy ma ten komfort, że może dziecko odebrać po 5 godzinach. Jeśli nie pracujesz to nie masz z tym problemu. Ja córkę z przedszkola odbierałam po pracy (czasami wcześniej, ale wtedy godzinę siedziała w pracy razem ze mną). :/
Asia - Wto 27 Lip, 2004

Wiem o tym oczywiście. Pisałam tylko co wg mnie jest najlepsze dla dziecka. Aczkolwiek ostatnio przeczytałam gdzieś bardzo fajną sentencję: "Najpierw miałem sześć teorii nt wychowania dzieci i żadnych dzieci, teraz mam sześcioro dzieci i żadnych teorii". Doświadczenie uczy pokory... :)
amelia - Sro 28 Lip, 2004

Misioza jeśli moge zaproponować dyplomatyczne podejscie do pani psycholog. Nie wiem czy zadziała ale to już sama zadecyduj. Na pewno nie wolno krytykować i mówić co sie nam nie podoba bo wtedy ona stanie "okoniem" i nic nie uzyskamy. Najlepsze są pochlebstwa. Można jej powiedzieć, że bardzo podoba mi się iż traktuje Pani moją córke jak inne dzieci. Ona bardzo nie lubi byś traktowana jak dziecko specjalnej troski i widze , że Pani od razu to zauważyła. Wiem , że kjako psycholog ma Pani na pewno duże doświadczenie z talimi dziećmi i wie Pani jak bardzo specjalne traktowanie może im zaszkodzić.
Ciekawe co ona na to ;)
Pozdrawiam

Misioza - Czw 29 Lip, 2004

Amelko najlepsze jest to,ze ona robi dokładnie odwrotnie:D
Monika - Czw 29 Lip, 2004

Misioza napisał/a:
Amelko najlepsze jest to,ze ona robi dokładnie odwrotnie:D


hehe misia, mysle ze ... niezle by sie zdziwiła jakbys jej tak powiedziała ....
a moze własnie o to chodzi, zeby dac jej to do zrozumienia, ale nie byc nie miłym hmm

Misioza - Czw 29 Lip, 2004

Wiem,wiem...Zobaczymy,ale chyba najprędzej we wrześniu.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group